Czego nauczyła mnie choroba i dlaczego jestem za nią wdzięczna.

Już czytając sam tytuł, możecie pomyśleć, że zwariowałam. Powiecie pewnie jak można być wdzięcznym za chorobę? A no można i zaraz postaram się Wam wyjaśnić dlaczego. Kiedyś (pewnie jak większość z Was, których dotknęły problemy zdrowotne) przeklinałam swój los i obwiniałam wszystko i wszystkich za ten stan rzeczy. Moje pretensje kierowałam nawet do samego Boga. Bo dlaczego właśnie ja? Zaczęłam chorować mając lat 14. Wszystko zaczęło się kiedy zaczęłam miesiączkować. Niestety wtedy moja przypadłość nie była tak znana, a i w mojej rodzinnej miejscowości lekarze nie wiedzieli jak mi pomóc. Szczerze powiedziawszy stwierdziłam po pewnym czasie, że tak już mam i nic na to nie poradzę. A jak miałam? Miesiączki krwotoczne nawet przez 4 miesiące, później brak okresu przez pół roku. Do tego zaczął się problem z owłosieniem w niepożądanych miejscach głównie na twarzy czego się bardzo wstydziłam. Niestety… wtedy nie było takich możliwości jak teraz. Mówię tu np. o depilacji laserowej. Zaczęłam też bardzo tyć. A, że nie umiałam sobie z tym poradzić z rozpaczy zajadałam stres czym pogłębiałam tylko swoją otyłość i choroba się pogłębiała. Do tego stany depresyjne wywołane złą pracą tarczycy, a również rozpaczą dosłownie z powodu mojego wyglądu. Szczerze powiedziawszy to w tym momencie swojego życia szczerze siebie nienawidziłam za to jak wyglądam i kim się stałam. Więc spytacie, skoro tak straszne było żyć z chorobą, to dlaczego miała bym być za nią wdzięczna? Długo sama nie mogłam zrozumieć co miały mnie nauczyć wszystkie lata walki i cierpień związanych z moimi dolegliwościami.

Czy cierpienie uszlachetnia?

Nie myślicie sobie, że jestem masochistką. Nie ma ludzi na tym świecie, którzy chcą być chorzy. Każdy z nas chce korzystać z życia i cieszyć się pełnią zdrowia bez żadnych ograniczeń. Czy cierpienie uszlachetnia? Na pewno uczy pokory i wytrwałości. Przynajmniej w moim przypadku tak właśnie było. Nauczyłam się cieszyć każdym dniem bez względu na ból i wszelkie niedogodności. Jednak dużo czasu upłynęło kiedy nauczyłam się korzystać z tego co mam, nie patrząc na to czego mi brakuje. Wiem jedno na pewno dziś nie była bym tą samą osobą, gdyby nie moja choroba. Nie umiałabym tak walczyć o samą siebie jak teraz to robię. Nie doceniałabym każdej chwili danej mi od Boga. To już nie była by ta sama Pani Warzywko. W sumie pewnie by nie było wcale Pani Warzywko ponieważ ideą bloga było pokazanie jak mimo wszystko korzystać z życia do tego z energią i to w pełni szczęścia. Oczywiście jak każdemu i mi zdarzają się gorsze momenty. Mam jednak wspaniałych ludzi wokół mnie, którzy mnie wspierają w tych gorszych chwilach i przypominają mi, że warto BYĆ! Jedną z tych wspaniałych osób jest Daria czyli wspaniała Pani Ziółko, bez której ten blog nie miał by szans być taki jaki właśnie jest. Nie ma słów, które wyrażą moją wdzięczność do niej, bo nikt jak ona nie wie jak czasem ciężko było ze mną wytrzymać. Jednak dała radę 😁 za co jej serdecznie dziękuje. I jestem dumna, że mogę współpracować z tak wspaniałą osobą. Daria ma wrodzoną skromność i sama siebie czasami nie docenia. Zawsze pierwsze patrzy na innych, dopiero później na siebie. To ona pomogła mi w kuracjach, które pomogły mi wrócić do zdrowia. Zawsze służy radą i wsparciem. Ba…pomoże każdemu kto tej pomocy potrzebuje, a zna się na tym świetnie. Nie bójcie się więc do niej pisać. I wiem na pewno, że zrobi wszystko żeby Wam pomóc oczywiście w ramach swoich możliwości.

Pamiętajcie moi drodzy życie mamy jedno i jakie by nie było trzeba się cieszyć z niego i być wdzięcznym, że się jest na tym cudownym świecie.

Pozdrawiam Pani Warzywko :*

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *