Historia naszego odstawienia x2.

Wiem jak bardzo czekaliście na ten wpis. Zaczynam więc. Wpis w pewnych momentach będzie dla mnie formą katharsis. Nie ukrywam, że pisząc go uroniłam kilka łez.

Karmienie piersią jest wspaniałą przygodą ale niestety (lub stety) wszystko ma swój koniec. Historia ta, a właściwie dwie są dla mnie wyjątkowe. Dlaczego? Bo dla mnie był to na prawdę niesamowity, a jednocześnie czasem bardzo wymagający czas. To czas, który mija bezpowrotnie. Trzeciego dziecka raczej nie będzie. Więc nie będzie powtórki z mlecznej przygody.

Historia odstawienia Toli.

Nigdy nie zakładałam ile będę karmić. Chciałam to robić. Z czasem stwierdziłam, że chciałabym jak najdłużej. Tola była takim maluśkim cycoholikiem (który i tak mi dał nieźle popalić w pierwszych miesiącach życia). Nasza historia skończyła się gdy Tola miała 2 latka i 7 miesięcy. Zrezygnowała „sama” po miesiącu karmienia w tandemie. Pamiętam, że gdy miała skończone 2 latka i 3 msc postanowiłam zrezygnować z karmień nocnych. Nie wyobrażałam budzić się do noworodka i do Toli noc w noc. Z perspektywy czasu uważam, ze decyzja była trafna. Po prostu pewnego razu przed spaniem powiedziałam Toli, że cycusia dostanie do spania ale w nocy cycusie śpią i mleczka nie będzie. Mama za to będzie ją miziać i tulić. Pobudki były 3. Pierwsza była zapłakana ale szeptem jej tłumaczyłam, miziałam, tuliłam i zasnęła. Pozostałe dwie to bardziej takie kwilenia, które szybko minęły. W drugą nockę była jedna pobudka z nie wielkim płaczem, a trzecią przespała w całości. Nie wierzyłam, że poszło tak gładko. Starałam się jej jednak rekompensować braki nocne częstym tuleniem i bliskością.

Potem urodziła się Weronika i karmiłyśmy się w tandemie. Skłamie jeśli napisze, że było słodko i miło. Jednak historię karmienia w tandemie i zjawiska, które mnie dopadło opiszę kiedy indziej. Po 2 tygodniach od porodu dostałam się do szpitala z ciężką zakrzepicą. Byłam tam tydzień (pisałam o tym TUTAJ). Gdy wróciłam, Tolusia jakoś nie wspominała o karmieniu, a ja jej nie przypominałam… bo chciałam tego odstawienia. Parę dni później powiedziała, że chce cycusia. Zaproponowałam, że jej odciągnę do kubeczka bo już jest dużą dziewczynką. Tola się zgodziła. Od tego czasu ściągałam codziennie porcję dla Toli. Nie było tego dużo bo ja raczej oporna jestem na odciąganie czy to laktatorem czy ręcznie ale Tola cieszyła się z każdego mililitra, a ja razem z nią 😊

Choć pewnie nie których tym dobiję ale Tola tak na prawdę przestała pić moje mleko całkiem nie dawno mając 4 latka i 8 miesięcy. Nie piła codziennie i nie piła z piersi, a odciągałam jej i za każdym razem zachwycała się, że to jej ulubione mleko. Tego swoją drogą też mi już brakuje 😥

Tola

Historia odstawienia Weroniki.

Ta historia trwała krócej bo 2 latka i 2 miesiące. Wpłynęło na nią wiele czynników. Głównie chyba to, że już byłam zmęczona. Karmiłam niezmiernie bez przerwy przez okres 4 lat i 9 miesięcy. Mój organizm domaga się gruntownego remontu, oczyszczenia, naprawienia. Nie mogłam tego robić karmiąc piersią więc postanowiłam zakończyć naszą mleczną drogę. Decyzja nie przyszła mi łatwo. Kilka razy zakładałam, że to dziś, że już, a potem rezygnowałam widząc zasypiającą Weronisię przy piersi. Chciałam, a jednocześnie nie wyobrażałam sobie tego. Jak to? Już?

Odstawienie Toli przyszło mi łatwiej bo nadal piła moje mleko (tylko, że z kubeczka/kieliszka) i karmiłam Weronisię. Nie odczuwałam więc tak tego. Noworodek w jakiś sposób rekompensował mi brak Tolki. Wracając jednak do odstawienia. Pewnego dnia Krystian zabrał Tolkę na tańce więc zostałyśmy z Werą same. Wyciągłam po raz kolejny już książkę pt „Żegnamy mleko mamy”. Chyba jedyną taką książkę na rynku. Opowiada historię małego Kubusia i jego mlecznej przygody. Jest pokazane jak Kubuś rośnie i jak mama powoli zaczyna ograniczać karmienia. Powiem Wam szczerze, że czytając ją za pierwszym razem popłakałam się jak bóbr. Wera raczej nie lubi czytania więc opowiadałam jej co i jak się dzieje, nie zapominałam też o kotku, który jest wpleciony w ilustrację (z resztą wyjątkowo piękne). Mówiłam, że Kubuś już jest duży tak samo jak ona, że już nie potrzebuje mleczka mamusi. Jej zapach jednak nadal jest dla niego najcudowniejszy, a mama zawsze była przy nim i będzie. Możecie ją kupić TUTAJ. Wieczorem postanowiłam nie porzucać tematu odstawienia, którego porzucałam nie mal codziennie od jakiegoś czasu. Zapytałam moją dużą, a jednocześnie nadal małą Weronisie, że może dziś spróbujemy zasnąć bez piersi. Mówiłam, że będę ją tulić, kołysać, głaskać. Może nawet przytulić się do piersi, czy ją głaskać jeśli pozwoli jej to szybciej zasnąć. Usypianie trwało godzinę. Wera się wierciła, wzdychała, układała się w przeróżnych pozycjach. W końcu zasnęła na moich kolanach tuląc się do jednej piersi, a ręką głaskając drugą. W nocy budziła się kilkukrotnie raczej bez afer i z powrotem zasypiała. Kolejne noce były przesypiane w całości lub z jedną pobudką. Chciałam ją też przenieść do Toli pokoju i własnego łóżka ale pobudek było więcej więc z powrotem ją przygarnęłam do siebie.

Mała, wielka zmiana.

To co dla niektórych jest małą zmianą i po prostu tym, że historia się kończy, a zaczyna druga. Dla dzieci i niektórych kobiet (w tym dla mnie) jest ogromną zmianą. Jest to zakończenie pewnego ważnego etapu w życiu. Są kobiety, które w jakiś sposób muszą przejść przez swoistą żałobę. Jest to całkiem normalne zjawisko. Kobieta potrzebuje wówczas wsparcia. W takich momentach jest ono bardzo ważne. Dzieci odstawienie przeżywają równie mocno dlatego warto je przeprowadzić delikatnie. Dostarczyć dzieciom więcej uwagi, ciepła, zapewnień o miłości. Dla nich pierś i mleko to nie tylko pokarm ale sposób zaspokajanie wielu potrzeb: poczucia bezpieczeństwa, miłości, ciepła. Pierś to dla nich sposób na wyciszenie emocji, uspokojenie się w momentach frustracji. Pocieszenie w chwilach smutku i niezrozumienia. Dla dziecka pierś i mleko mamy to podstawa codzienności. To coś co było, jest i w ich mniemaniu zawsze będzie.

Zdarza się też, że to my mamy nie wierzymy do końca w nasze dzieci. Wydaje nam się, że nie dadzą rady, że będą afery, że będą płakać. Tym czasem proces odstawienia przebiega sprawnie, a dzieci są nad wyraz wyrozumiałe. U mnie tak było. Zarówno Tola jak i Weronika okazały się na te zmiany gotowe choć ja panikowałam, że przecież to nadal małe dzieci i cycoholiki, budzące się w nocy co chwilę na pierś.

Kochane mamy, życzę Wam aby Wasza historia skończyła się tak samo jak moje dwie. Dałyśmy swoim dzieciom to co najlepsze. Najwspanialszy start, najcudowniejszą bliskość. Odwaliłyśmy kawał dobrej roboty.

Pani Ziółko. Mama Toli i Weroniki.

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *