Przemiana Pani Warzywko

W ostatnim czasie mogliście być świadkami mojej przemiany. Dużo z Was pyta mnie jak tego dokonałam. Niestety muszę Was rozczarować, nie podam Wam tu cudownego antidotum, które bez wysiłku sprawi, że stracicie nadprogramowe kilogramy. Droga do celu nie była usłana również różami. Pierwszo rzędnym celem również nie było pozbycie się nadwagi, był to jedynie miły i też oczekiwany skutek uboczny. Celem nadrzędnym był mój powrót do zdrowia. Ci, którzy są z nami od początku wiedzą, że choruje na niedoczynność tarczycy, insulino oporność i zespół policystycznych jajników. Z chorobą próbuje sobie poradzić od lat, a dokładniej od ponad 20. Osoby, które chorują wiedzą, że nie jest to ani proste, ani przyjemne. Zresztą jak żadna choroba. Z każdej sytuacji pragnę jednak znaleźć jasne i dobre strony. Gdybym nie była chora nigdy pewnie nie dbała bym tak o zdrowie jak dbam teraz. Pierwszą ideą powstania bloga było także pokazanie Wam jak sobie radzę z chorobą i jakie mam na nią sposoby. Chce też pomóc tym którzy sobie po prostu nie radzą bo wiem jak to jest. Jeśli macie do mnie pytania albo po prostu chcecie z kimś popisać śmiało zapraszam do kontaktu. Pomogę najlepiej jak umiem, w końcu mam doświadczenie nie byle jakie bo ponad 20 letnie. Niżej wymienię Wam kilka sposobów jak sobie pomagam wewnętrznie i zewnętrznie . Mam nadzieje, że komuś z Was moje sposoby również pomogą. Dla przypomnienia i kontrastu zdjęcia mojej osoby przed i po, a raczej w trakcie. Ponieważ nie postawiłam jeszcze kropki nad i 😉 .

Działania zewnętrzne i zastosowane kuracje.

Moje zmagania już trochę trwają. Tak na prawdę z ofensywą i pomocą Pani Ziółko zaczęłam od oczyszczenia, regeneracji i odbudowy flory bakteryjnej w jelitach. Wszystko krok po kroku przeczytacie tutaj . Przed tym jednak zaczęłam przygotowania i przeszłam miesięczną kurację odrobaczającą wskazówki przy kuracji i cały cykl znajdziecie tutaj . Zapewniam Was, że cuda się działy 😛 ale szczegółów Wam jednak oszczędzę. Następna sprawa, która miała duży wpływ na zmianę było zaczęcie przeze mnie praktykowania metody Wima Hofa. To wpłynęło na mnie, że tak powiem orzeźwiająco oraz dostałam dodatkowy zastrzyk energii i tym samym poczułam się o 10 lat młodsza. O wszystkim poczytacie tu, oraz dodatkowo możecie posłuchać o morsowaniu w wywiadzie, którego udzielił mi Daniel Barłóg tutaj . Zmiana diety miała tu kluczowe znaczenie. Ponieważ przy niedoczyności i insulino oporności dieta ma działanie lecznicze zaczęłam pożywienie traktować jak lekarstwo. Wyrzuciłam z jadłospisu cukier, gluten i laktozę. Ograniczyłam także spożywane węglowodany do minimum. Jadłospis zaczęłam układać według wartości indeksu glikemicznego. Szybko zaczęłam widzieć pierwsze efekty, które objawiały się lepszym samopoczuciem, wzmożoną energią oraz wyczekiwanym spadkiem wagi. Kuracja ziołowa trwała 3 miesiące. Nie piłam przez ten czas kawy i herbaty, ratowałam się szałwią i pokrzywa. Zbawienna okazała się również kozieradka . Łatwo nie było ponieważ po prostu zioła nie smakowały jakoś nad zwyczaj smacznie. Zawsze jednak powtarzałam sobie, że jestem dzielna i robię to dla siebie i swojego zdrowia. I to pomagało! Kuracja się skończyła ale dieta została. Teraz już nawet nie muszę się pilnować dieta została moim nawykiem i sposobem odżywiania. Co ciekawe nie miewam zachcianek. Jak jednak chce zjeść coś słodkiego tworzę przepisy nisko węglowodanowe I bez cukru. Na przykład zobaczcie tu . Pytacie o przepisy na zdrowe słodycze obiecuję że w najbliższym czasie pojawi się ich więcej 😀 . Inspirowałam się dietą paelo, oraz ketogeiczną . Nie mam już spadków energii, które wcześniej miewałam. Śpię też dużo lepiej. Następnym plusem jest zastopowanie skutków chorej tarczycy czyli między innymi wypadania włosów czy nadmiernego owłosienia. Przestałam też być ciągle głodna. Zwiększyłam aktywność fizyczną. Odzyskałam apetyt na życie, ale o tym już w następnym rozdziale 😉 .

Działania wewnętrzne czyli leczenie duszy.

Ktoś kiedyś powiedział bardzo ważne, a za razem prawdziwe zdanie, „jak wewnątrz tak na zewnątrz”, jest to 100% prawda a ja byłam jej i dalej jestem potwierdzeniem. Od lat studiuje rozwój osobisty. Wcześniej jednak nie zdawałam sobie sprawy z siły jaką każdy z nas ma. Przez lata zaniedbywałam siebie kolokwialnie mówiąc nie kochając siebie. Nie zdawałam sobie też sprawy, że takie postępowanie ma rujnujący wpływ na mnie samą. Zawsze stawiałam kogoś lub coś przed siebie. Nie traktowałam też swoich potrzeb z należyty szacunkiem i nie dawałam sobie tego czego potrzebowałam. Wstydziłam się o tym mówić. I przez to, że byłam chora uważałam się za gorszą od innych. A że w życiu jest tak jak w głowie wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazywały mi to o czym myślałam. Z racji tego spotykało mnie dużo rzeczy, które były odzwierciedleniem moich depresyjnych myśli. O mojej depresji, którą po cichu przechodziłam przez lata napiszę w oddzielnym wpisie będzie to jednak bardzo emocjonalny i osobisty tekst. Zawsze jednak była iskierka tląca się gdzieś w środku mnie. Tak jak by tam w środku była mała dziewczynka, która za wszelką cenę chciała żyć i ona tak naprawdę mnie uratowała. Postanowiłam nie poddawać się i jeszcze raz zawalczyć o samą siebie. Najpierw próbowałam szukać odpowiedzi w książkach i u tak zwanych kołczów. Niektórzy pomogli bardziej inni mniej, ważne było, że obrałam właściwą drogę. Mam szczęście w życiu do ludzi dzięki temu trafiałam na takich ludzi, którzy pomagali mi podjąć właściwe wybory. Dużo też zawdzięczam mojemu bratu Kubie, który nawet gdy nie było łatwo zawsze umiał mnie zawrócić na właściwe tory. Depresja to straszna choroba. Nikt tego nie zrozumie jeśli sam tego nie przeżył. Ale najważniejsze było i jest to, że sama chciałam. Chciałam żyć i cieszyć się tym życiem. Nie było łatwo… Ale się opłaciło . Zmieniłam całe moje życie tylko dla siebie. Zaczęłam traktować się jako najważniejszą osobę i stawiać swoje potrzeby jako pierwsze. Zdrowy egoizm sprawił że zaczęłam być głodna życia. Na nowo się urodziłam i zapaliłam się od największej mojej pasji zwanej życiem. Tak po prostu I dla siebie. Żeby żyć i być. I cieszę się, że mogę się z Wami tym podzielić i być może ( mam nadzieję) zaszczepić w kimś bakcyla do zmiany i walki o siebie. I uwierzcie mi walka będzie najważniejszą i naj cięższą w życiu. Ale warto….

Miłości do samego siebie tego Wam życzę ja Pani Warzywko z całego warzywkowego serca :* .

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *