Nauka chodzenia – jak pomóc i nie zaszkodzić.

Nauka chodzenia to bardzo mozolna i ciężka praca. Najpierw dziecko musi odkryć, że to coś, co lata w powietrzu przed jego oczami należy do niego. Potem zdaje sobie sprawę, że w sumie to umie nad tym zapanować. Na koniec zostają ćwiczenia.

Po pierwsze: nie bierz udziału w wyścigu szczurów.

„Bo moja Ela chodziła już jak miała 6 miesięcy, a w wieku 2 lat płynnie mówiła po japońsku”. Tylko po co mi to wiedzieć? Moja zacznie chodzić wtedy kiedy będzie na to gotowa i do płynnego mówienia też dorośnie. Czy wszystkie dzieci muszą już, teraz, natychmiast? Czy nie może każde w swoim czasie? Wtedy gdy będzie na to gotowe? Po co je gonić? Po co stresowac i siebie i dziecko? Moje obydwie dziewczynki późno zaczęły chodzić. Zarówno Tola jak i Wera miały skończone 16 msc kiedy postanowiły zrobić kilka chwiejnych, samodzielnych kroków. Ani jedna, ani druga nie były rehabilitowane. Z Werą mieliśmy jedną konsultację u Pani Neurolog z racji tego, że Wera nie stawała na całych stópkach tylko na paluszkach. Okazało się, że to jednak nic poważnego. Ot takie widzimisię 😊 Więc po pierwsze: nic na siłę. Obserwuj, bądź na baczności ale też nie popadaj w paranoję. Większość dzieci przeważnie potrzebuje czasu i większej dozy zaufania 😊

Chodziki to zło!

Poważnie, jak zobaczyłam reklamę lalek i chodzików w komplecie to mną zatrzęsło!. Dudni się o tym na prawo i lewo i lewo i prawo, że chodziki są złe. Chodzików to powinni odgórnie zabronić, a jednak nie. One nadal są w sprzedaży i nadal biedni rodzice myślą, że chodziki wspierają rozwój ich pociechy. No niestety. Nawet Pani neurolog w pierwszej kolejności się mnie zapytała czy Wera korzystała z chodzików lub leżaczków. Nie, nie korzystała. Tola miała tylko leżaczek. Z Werą wiedziałam już, że leżaczki też nie są dobre wiec nawet jej nie kupowałam. Do chodzika wkłada się dziecko, które to ani jeszcze nie siedzi porządnie, ani to jeszcze nie chodzi – w związku z tym w chodziku jest w nienaturalnej dla niego pozycji. Fakt, wygodne jest to dla rodziców, że mogą nie co odsapnąć kiedy dziecko jest zajęte podziwianiem otoczenia z nowej perspektywy ale czy ta chwila spokoju jest warta swojej ceny? Matka Natura wymyśliła proces nauki chodzenia nie bez powodu. Rozwój fizyczny i intelektualny idą w parze. Aby dziecko nauczyło się chwytu pęsetkowego, mózg musi być na to gotowy. Pominiecie etapu czworakowania u dziecka w rozwoju nie jest dobry bo np może skutkować dysleksją! Wsadzanie dziecka do chodzika to pominięcie różnych etapów w jego rozwoju, gdzie mózg totalnie nie jest na to gotowy, o fizyczności nie wspomnę. Wsadzanie do chodzika dziecka, które nawet nie siedzi to zabójstwo dla jego mięśni, stawów i układu nerwowego. Dziecko nie ma na tyle rozwiniętych mięśni czy stawów aby prawidłowo podtrzymywały jego kręgosłup i miednicę. Może to skutkować poważnymi zaburzeniami postawy! Nawet gdy niemowlę już stabilnie siedzi to w chodziku nadal jest w nienaturalnej pozycji. Nie chodzi, a odpycha się na palcach co skutkuje tym, że nie wie jak ma pracować stopa podczas chodzenia. Nie ma ruchów naprzemiennych bo dziecko odpycha się dwoma nogami naraz. Integracja sensoryczna leży i kwiczy pomimo światełek i muzyczki! Ktoś powie: „ja chodziłam w chodziku i jestem zdrowa”.. ja też 11 razy przechodziłam na czerwonym świetle, a za 12 walnęło mnie auto! Skutki używania chodzika mogą być zauważalne dopiero w wieku przedszkolnym, szkolnym, a nawet w wieku dorosłym! Jakie są skutki: koślawość stóp, płaskostopie, nieprawidłowe stawianie stopy, zaburzenia integracji sensorycznej, problemy z zachowaniem równowagi (błędnik), skolioza, problemy z kręgosłupem, wady kolan, brak reakcji obronnych (wyciąganie rączek podczas upadku, upadanie na pupę). Chodzikom mówię stanowcze NIE!

Dlaczego poprawiamy matkę naturę?

W moich wpisach często zauważycie to, że odnoszę się do matki natury. Ona stworzyła to tak i tak i było to dobre. Człowiek tylko wszędzie wtrącą swój nos i to co dobre szybko się kończy. Tak na prawdę gatunek ludzki pomimo swojej inteligencji umie spieprzyć na prawdę wszystko. Fajnie by było tak po prostu od czasu do czasu zaufać nie tylko matce naturze ale i dziecku. To nikt inny tylko dziecko wie najlepiej kiedy ma siłę, chęci i odwagę (tak, dziecko musi nazbierać w sobie odwagi) aby zacząć czworakować czy wstać i iść. My możemy stać, obserwować i kibicować!

Kibicujemy, towarzyszymy, nie pomagamy.

Możecie mnie za to ubiczować ale w rozwoju dziecka należy mu towarzyszyć, kibicować lecz nie pomagać. Ja wiem, że matczyne serce się rwie i nieraz chce wyskoczyć z piersi. Odruchowo chcemy dziecko zabezpieczyć, podać pomocną dłoń, poprowadzić za rękę.

„Czy Pani chodzi z dzieckiem?” – zapytała Pani Neurolog.

„Tak” – odpowiedziałam.

„Proszę się z córką przejść po gabinecie”. Podałam więc Werze ręce, ona mnie chwyciła i zadowolona zaczęła maszerować.

„Źle! Dziecka, które samo nie chodzi nie wolno trzymać za rączki. Jeśli Pani koniecznie musi to pod paszki, a najlepiej zostawić dziecko samo sobie”

Słyszysz Ty nadgorliwa matko? Samo sobie. Ono ma sobie samo radzić. Nie za rączkę przez życie. Ono musi samo! Ono musi nauczyć się prawidłowo stawiać stopy- samo. Przenosić środek ciężkości – samo! Nauczyć się upadać i podnosić – samo! I to wszystko zrobi samo kiedy będzie na to gotowe. Tak samo jest z mówieniem, odpieluchowaniem i innymi ważnymi kwestiami rozwojowymi. Dziecko musi samo! Ani Ty, ani nikt inny tego za nie nie zrobi. Ja wiem, że chcesz wspierać swoje dziecko. Ja też chce i chce je uchronić przez złem tego świata, i chce za nie płakać aby one tylko się śmiały. Bo je kocham nad życie i jestem ich mamą – i to jest normalne i to jest wspaniałe. Tylko, że w ogóle nie praktyczne 😊. Dlatego zaufaj swojemu dziecku, daj mu czas i wesprzyj kiedy będzie tego potrzebować.

Wpis powstał na prośbę jednej z czytelniczek. Pani Ziółko.

Jeśli spodobało Ci się u nas zachęcam do obserwacji nas w mediach społecznościowych. Facebook TUTAJ i instagram TUTAJ! Do zobaczenia!

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *