Syrop z kwiatów czarnego bzu.

Jeśli jeszcze nie poszliście nazrywać kwiatów czarnego bzu -apeluje! To naprawdę ostatni moment. Większość już przekwita ale na bank znajdziecie tam jeszcze śliczne, białe koszyczki. Ja już uzbierałam w niedziele i zrobiłam rodzince placuszki z kwiatów. Przepis jest już TUTAJ. Teraz przyszedł czas na syrop.

Kwiaty czarnego bzu, na co, po co i dlaczego.

Kwiaty są słodkie, mają specyficzny posmak, który niekoniecznie może każdemu podpasować. Są malutkie, białe i w niczym nie przypominają zdrowotnej bomby. A jednak! Kiedyś znachorzy uważali, że czarny bez jest panaceum praktycznie na wszystko (w tym na febrę) i faktycznie ma on wszechstronne działanie. My go pijemy praktycznie cały rok. Latem robimy lemoniade, zimą dodajemy do ciepłych herbat. Można też zasuszyć i parzyć z niego herbatę. Zarówno kwiaty jak i owoce mają działanie lecznicze i są jadalne. Jednak nie na surowo. Trzeba je poddać obróbce termicznej: ususzyć, ugotować, przysmażyć. Kwiaty czarnego bzu są bogate w kompleks witamin B, witaminę C i A. Do tego ukryte są w nich: sód, potas, magnez, wapń i fosfor. Nie będę Was jednak zanudzać bogactwem witamin, minerałów i innych związków tych małych, białych kwiatków. Napisze Wam o działaniu leczniczym. Mianowicie:

  • Łagodzą stany zapalne skóry,
  • Działają napotnie i wykrztuśnie,
  • Świetnie radzą sobie z wirusami,
  • Wzmacniają odporność i ogólnie organizm,
  • Usuwają wolne rodniki,
  • Wzmacniają naczynia włosowate,
  • Uśmierzają ból

Przepis na syrop z kwiatów czarnego bzu.

Osobiście podchodzę do syropów nie co sceptycznie. Głównie powodem jest ogromna ilość cukru. Nawet jak wleje tam miód to straci on wszelkie właściwości zdrowotne przy wekowaniu. W większości przepisów znajdziecie, że na 1 litr płynu należy dodawać 1 kg cukru. Ja na 1 litr płynu dodaje 0,5 kg cukru. Nadal jest to ogromna porcja ale zawsze mam te pół kilo lżej na wyrzutach sumienia 😉. Potrzebujecie: wyparzone sloiki/butelki, ok 20 baldachimów kwiatów z czarnego bzu, 2 duże cytryny, 1 litr wody, 1/2 kg cukru. Kwiaty rozkładam na ręczniku i zostawiam na pół godziny aby zdążyły uciec wszelkie żyjątka. Obcinam nożyczkami zielone gałązki. Wrzucam do gara i zalewam wrzątkiem. Zostawiam do ostygnięcia, a następnie wkładam do lodówki na całą noc. Rano odcedzam. Kwiatki wyrzucam. Wodę z wymaczania zagotowuje. Dodaje cukier i sok z 2 cytryn. Doprowadzam do wrzenia i od razu wyłączam. Taki gorący napój nalewam do słoików, zakręcam i ustawiam wieczkiem w dół. Przykrywam ścierką i zostawiam do ostygnięcia. Powinny się zawekować. Podobnie wekuje soki, dżemy, powidła i ogórki. Jeden słoik zawsze sobie zostawiam w lodówce i wykorzystuje do lemoniady. Jak ją robię? Banalnie. Rozcieńczam z wodą, dodaje lód i sok z cytryny. Tadam! 😅

Smacznego, zdrowego 😙

Pani Ziółko.

Jeśli spodobało Ci się u nas zachęcam do obserwacji nas w mediach społecznościowych. Facebook TUTAJ i instagram TUTAJ! Do zobaczenia!

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *