D3 – witamina życia i zdrowia.

Zapewne słyszeliście o tym, że witaminę D3 należy suplementować przez okres jesienno – zimowy. Na pewno też wiecie jaką dawkę musi przyjmować dorosły, a jaką dziecko. Mam do Was jednak pytanie: czy lekarz dał Wam kiedyś skierowanie na badanie poziomu tej witaminy? Albo czy może Wy z własnej, nieprzymuszonej woli zrobiliście sobie takie badanie? Założę się, że ponad połowa z Was tego nie zrobiła, ani sobie, ani swoim dzieciom.

D3 witamina życia.

Witamina D3 tak na prawdę jest hormonem, który uaktywnia 3 000 genów (sporo, nie?). Nie dobór tej witaminy powoduje drastyczne osłabienie układu odpornościowego, zwiększa ryzyko chorób układu sercowo – naczyniowego, powstawanie nowotworów,osłabienie układu kostnego i wiele wiele innych. Niestety, żyjemy w takim świecie, w którym lekarz nawet nie da skierowania na zbadanie poziomu 25 (OH) czyli poziomu witaminy D3. Przeważnie zlekceważy to machnięciem ręki, jeśli powiesz, że sumiennie połykasz tabletki/kapsułki z tą witaminą przez cały okres jesienno zimowy. Zaś latem? No dzieci biegają przez cały dzień na dworze, my też się regularnie opalamy w każdą wolną chwilę więc d3 to mamy nawet w nadmiarze. Otóż to nie takie proste.

Witamina D3 nie równa witaminie D3.

Cofnijmy się nie co w czasie do roku 1971 kiedy to dzieciom suplementowano tran z Unry. Dzieci były zdrowe. Dopiero kiedy wstrzymano dostawy nagle pojawiły się epidemie grypy. Chciałam zaznaczyć, że to co widzicie teraz pod nazwą TRAN w niczym nie przypomina tego starego, dobrego tranu. Większość ryb pochodzi z hodowli. Są karmione tak jak nasze krowy czy świnie czyli np soją genetycznie modyfikowaną. Do tej soi hodowcy dodają antybiotyki żeby ryby nie chorowały, a żeby pasza się nie psuła dodają do niej rtęć. To wszystko jak się domyślacie ląduje w płynie pod piękną, zdrowotną nazwą TRAN Z DORSZA (czy innej ryby). TRAN DLA DZIECI? Spoko, dodamy smaczków malinowych, truskawkowych czy gumowo balonowych i cyk smaku toksyn brak. Ok, powiesz ale przecież można kupić witaminę D3 w tabletkach czy kapsułkach, nieraz nawet z dodatkiem witaminy K2mk7. Jasne, że można. Pytanie tylko jak się będzie wchłaniać. Nie chodzi tu o zakwaszenie żołądka (choć ma to również kluczową rolę), a o to co jest w składzie tych tabletek (np stearynian magnezu sławetny antyzbrylacz zmniejsza wchłanialność substancji do której jest dodawany). Ok, znajdziemy taką witaminkę bez stearynianu. Super! Chwali się. Pamiętasz jednak z lekcji biologi, że witamina D rozpuszczalna jest w tłuszczach? Musisz ją jeść z tłuszczem bo inaczej się kiepsko wchłonie. Ba… sławetny zły cholesterol LDL ją transportuje, a przecież Ty regularnie robisz badania poziomu cholesterolu i jak przekracza normę lekarz zbija Ci ją statynami (jedno z największego zła tego świata) żebyś np na zawał nie zszedł z tego świata. Co ma więc Ci transportować tą witaminę?

Słońce – czyli naturalne źródło zdrowia.

Pomiędzy 10, a 16 zaleca się unikanie słońca. Jeśli to niemożliwe należy grubo posmarować się kremem z wysokim filtrem bo inaczej można nabawić się raka skóry (czerniaka). Z taką ochroną jednak plus okularami przeciwsłonecznymi na nosie to można podbijać świat. Pytam się więc po pierwsze: kiedy niby chcecie tą witaminę złapać z tego słońca i pytanie numer dwa: wiecie czym się smarujecie?

Promieniowanie słońca to fala elektromagnetyczna, która pobudza do drgania elektrony, te zaś zaczynają drgać i powstaje kolejna fala elektromagnetyczna. Ta zaś może zostać wchłonięta lub może pobudzić kolejne elektrony do drgania co przenosi energię dalej. Jeżeli jest odpowiedniej siły to ok, jeśli nie to rozrywa wiązania biochemiczne. Jeśli szkody są duże zauważamy to na naszej skórze w postaci zaczerwienienia, a nawet pęcherzów. Odchodząc jednak od nudnej teorii. Fale UVB, które są odpowiedzialne za produkcję witaminy D3 docierają do nas pod odpowiednim kątem tylko pomiędzy 10, a 14. Mało tego! Aby w ogóle coś nam się na tej skórze wyprodukowało należy odsłonić 40% naszego ciała i opalać się od 20 do 30 minut. Po tym czasie należy zejść ze słońca, ewentualnie ubrać bluzkę i spodnie tym samym zasłaniając nasze kończyny i nie kąpać się wieczorem. Teraz zastanówcie się jaki % z Was tak robi? No właśnie. Odpowiedź znam nawet ja. Sama przez większość życia postępowałam całkowicie inaczej.

Przesiadując w pracy od 8 do 16 czy 18 witaminy D3 w ogóle nie wyłapujemy bo kiedy? Jeśli jesteśmy jednak na wakacjach i leżymy plackiem przez cały dzień na słońcu to po pierwsze: słoneczko po tych 30 minutach opalania zaczyna niszczyć powstałą witaminę D3 na naszej skórze, po drugie kremy z jakimkolwiek filtrem zapobiegają tworzenia się tej witaminy w jakiejkolwiek ilości. Poza tym przecież latem się pocimy więc wieczorem koniecznie musimy się wykąpać. Gdzie jest więc ta witamina D3? No nie ma jej. Wniosek jest taki, że suplementować się nią musimy przez cały rok. Oczywiście najlepiej wcześniej zrobić sobie badania na jej poziom.

Jak to zrobić żeby sobie nie zaszkodzić.

Nieumiejętna suplememtacja witamin może wyjść nam na niekorzyść. Po pierwsze zawsze suplementację zaczynamy od poziomu badania witaminy. Nie podejrzewamy niedoboru z objawów czy z morfologi tylko robimy badania na poziom konkretnych witamin aby mieć czarno na białym jak to u nas wygląda. Po drugie: szukamy dobrych preparatów. Jak widze, że dzieciom zalecają 1000 j, a dorosłym 2 000j D3 to nóż w kieszeni mi się otwiera. Taką suplementacją przy niedoborach to my nic nie zrobimy. Ja biorę 10 000j (jednym z powodów jest niedobór, drugim to, że karmie piersią i nigdy sztucznie nie suplementowałam Weronice tej witaminy ponieważ dbam o jej dobry poziom w mleku). Czytajmy składy. Witamina D3 ma być pochodzenia naturalnego z lanoliny. Bez stearynianów, innych soli magnezowych i zbędnych dodatków. Po trzecie suplememtacja samą D3 może nam porządnie zaszkodzić dlatego koniecznie dołączamy k2mk7 (50mcg na każde 2 000j D3). Dzieciom do ok 6 roku życia można suplementować samą D3. Dolączamy również witaminę A i E. Po czwarte wszystko połykamy w obecności tłuszczów. Po 3 msc możemy zrobić sobie ponowną kontrolę 25 (OH). U ludzi zdrowych 80 ng/ml jest ok.

Kremy – wielka ściema.

Skoro jestem przy temacie D3 i opalania koniecznie musze Wam napoknąć o kremach z filtrami. Zamiast kupować drogie (lub tanie) kremy przeciwsłoneczne lepiej zaopatrzyć się w coś całkowicie naturalnego. Teoretycznie po tych 20-30 minutach opalania powinniśmy zejść ze słońca, ewentualnie zakryć ciało. Kto jednak przy 40 stopniowym upale założy długie spodnie i bluzkę z długim rękawem? No chyba masohista. Czasami też nie jesteśmy w stanie przez całą reszte dnia unikać słońca. Dlatego lepszym wyjściem jest się posmarować. Co jest w balsamach do opalania dla dzieci i dorosłych? No cóż.. już w 1992 roku trąbiono, że kosmetyki te są rakotwórcze. Od tam tej pory niestety nic się nie zmieniło. W ochronnych kremach i balsamach znajdziecie: palmitynian retinolu (u przebadanych zwierząt powodował raka), oksybenzon (jest w 80% kremów ochronnych – może uszkadzać nasze komórki w takim stopniu, że spowoduje raka), hemosalate, avobenzon (środek, który naśladuje ludzkie hormony -może opóźniać rozwój dzieci no i porządnie nam namieszać w organiźmie), octisalate, octinoxate, octocrylene. Poza tym producenci często gęsto dodają nanocząsteczki tytanu, tlenku cynku, a nawet aluminium! To wszystko nam się szybko wchłania do organizmu (jesteśmy rozgrzani więc pory mamy rozszerzone) i kumuluje się w nim łącznie z innymi szkodliwymi substancjami np z jedzenia.

Ale czerniak…

Czerniakiem straszą nas co roku. „To od słońca!” Grzmią dermatolodzy! Osoby blade, z przebarwieniami czy z wieloma pieprzykami powinni juz od wiosny smarować się kremami z wysoką ochroną, unikać słońca i w ogóle się nie opalać. Ja jestem popieprzona (w sensie pieprzyk na pieprzyku) – tak mam po mamie. Jestem też blada kejza (to po tacie) i w pierwszej kolejności opalam się na czerwono, a potem brązowieje. Teoretycznie cały rok powinnam traktować słońce jako największego wroga. Tym czasem okazuje się, że na czerniaka czy też inne nowotwory chorują głównie ludzie z wielkim niedoborem witaminy D3. Jak dla mnie jest to informacja, że słońce jednak czyni troche więcej dobra niż tylko ogrzewa naszą planetę.

Filtr filtrowi nierówny.

W okresie letnim próba kupienia czegokolwiek ochronnego może zakończyć się oczopląsem. Kto dokładnie nie zna łacińskich nazw, nie rozszyfruje składu (ehh ja też mam z tym nie mały problem). Baa… rozszyfrować to jeszcze pół biedy, potem jeszcze trzeba wiedzieć po co to, na co to i dlaczego to. W kremach można znaleźć filtry chemiczne (które absolutnie odradzam) i filtry mineralne (polecam te z dopiskiem eco). Filtry mineralne mają pewną cechę (dla niektórych to może być wadą), a mianowicie na skórze pozostawiają biały film. Trzeba długo masować aby wmasować. Mi to akurat nie przyszkadza 😊 Dlatego dziś ułatwie Wam zadanie jeśli chodzi o wybór produktów do ochrony skóry . Nie wiem czy wiecie ale tłuszcze blokują promienie słoneczne w 90%. Te SPF o którym trąbią powoduje, że blokują je w 92, 94 czy 98%. Jak widzicie różnica jest nie wielka wiec suma sumarum możecie posmarować się np olejem kokosowym i bedzie ok 😜. Ja Wam jednak polecam olejek z pestek malin (30 ml kosztuje około 20 zł), olejek z pestek marchwi (50 ml kosztuje około 17 zł), a nawet olejek ze słodkich migdałów (50 ml kosztuje około 17 zł). Wszystko to możecie kupić TU. Jeśli zaś chodzi o kremy/balsamy to (i nie jest to lokowanie produktu) polecam Derma Eco Baby Sun 🌞 (75 ml kosztuje około 50 zł). Ja akurat tym kremem będę smarować miejsca najbardziej narażone na „spalenie” czyli nos, policzki (okolice oczu), ramiona i kark. Wiadomo im mniej tym lepiej 😊. Co jest dla mnie ważne nie posiada nano cząsteczek np aluminium (które powodują raka piersi u kobiet). Za to posiada 3 certyfikaty: AllergyCertified i Astma-Allergi Danmark– dla certyfikowanych produktów hipoalergicznych, wolnych od alergenów i jakichkolwiek szkodliwych substancji.
Nordic Ecolabel – dla certyfikowanych produktów przyjaznych środowisku i do tego nie testowanych na zwierzętach.
Ecocert Organic – dla certyfikowanych produktów organicznych i ekologicznych. W składzie ma: wode, emolient, gliceryne, kilka emulgatorów, wyciąg z aloesu, witamine E i dwutlenek tytanu (nie nano). Także jak na coś zrobionego przez ludzi dla ludzi jest ok 👏 W ogóle z czystym sercem mogę Wam polecić całą serie Derma Eco Baby! 😊👏

Ps

Niestety nie zrobie dla Was reklamy zdrowych okularów przeciwsłonecznych bo uważam, że ludzie zdrowi, nie zażywający leków, które uwrażliwiają oko na promienie słoneczne (np biorący tabetki antykoncepcyjne) czy osoby po zabiegach na oczy ich po prostu nie potrzebują 😉 Serio, mieszkamy na takiej szerokości geograficznej, że nasze oczy są dostosowane do takiej, a nie innej ilości promieni słonecznych. Uczymy sie na biologi, że organizmy z każdym pokoleniem nie co się zmieniają dostosowując się do warunków, które panują w okół nich. Dlaczego więc człowiek miałby być wyjątkiem?

Pozdrawiam.

Pani Ziółko

Udostępnij:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone *